Obudziwszy się do całkiem ładnej pogody w Chicago, nabrałem ochoty na ciąg dalszy. Zdecydowałem, że jednak nie ma co poprzestawać na mikrowycieczce do Wietrznego Miasta i skoro przeżyłem taką paskudną pogodę oraz ruch na głównej drodze, to mogę ruszać dalej.
Kolejny odcinek: Chicago – Sioux Falls – Rapid City w południowej Dakocie, czyli zaledwie 1500 km 😎 Bardzo zależało mi, żeby, skoro już klamka zapadła, jechać jak najdalej, jak najszybciej na zachód, bez zbędnych przystanków. Po drodze stany: Wisconsin, Minnesota, Dakota Południowa. To nie znaczy, że za kierownicą ominęły mnie spektakularne widoki – w La Crosse przekroczyłem Missisipi, a następnego dnia w Chamberlain Missouri (nie powiem, bardzo godne Rubikony jak na potrzeby mojej wyprawy). Zaś to, co wydaje się na mapie prawie równą poziomą linią ciągnącą się przez setki kilometrów robiło niesamowite wrażenie na kierowcy przyzwyczajonym do zakręconych europejskich dróg. Asfalt wśród pól po horyzont, bezkresne niebieskie niebo (okazało się, że burza poprzedniego dnia miała być najgorszym zjawiskiem pogodowym, jakie mnie czekało), nikogo na drodze i jedziemy równym tempem przez 300 km. Niesamowite uczucie, nawet mimo tego, że moją główną rozrywką było wypatrywanie krów i koni pasących się nieopodal dróg.
Warto było gonić (w granicach prawa drogowego), żeby po couchsurfingowym noclegu w Sioux Falls wybrać się na pierwszy większy landszafcik, czyli górę Rushmore, którą znałem z niezliczonych nawiązań, najczęściej w filmach animowanch (?). Z góry (w obu znaczeniach) patrzą na nas podobizny czterech prezydentów: George’a Washingtona, Thomasa Jeffersona, Theodore’a Roosevelta i Abrahama Lincolna. Pomnik, wykuwany w latach 1927–1941 powstał na terenach zajmowanych przez ludy Dakota, którym „rekompensuje się” kulturowo ten kolonizatorski moment zajęciami i wykładami o ich historii, przeprowadzanymi przez pracowników parku. Ciekawostką numer jeden z tego miejsca był dla mnie fakt, że Jefferson był nie tylko autorem Deklaracji Niepodległości, ale też pierwszego w historii przepisu na lody. Oczywiście – na miejscu jest też oficjalna federalna lodziarnia.
Rushmore znajduje się na terenie Black Hills National Forest, który obfituje w zapierające dech w piersiach widoczki. Cały teren jest bardzo przyjazny do spacerów i oczywiście da się dojechać autem praktycznie pod samą górę. Pospacerowałem zatem i udałem się w dalszą drogę. Rozkład jazdy znany, JAZDA NA ZACHÓD. A na Zachodzie czekała na mnie Czarcia Góra / Góra Czartów / Daxpitcheeaasáao (polecam przeczytać na amerykańskiej Wikipedii, co działo się z nazwą tego miejsca). Charakterystyczne wniesienie o płaskim czubie też znałem z popkulturowej ikonosfery, zanim dowiedziałem się, co to właściwie jest za miejsce. Szkoda, że noclegi nie kosztują już 75 centów, jak na historycznym cenniku widocznym na ścianie tawerny.
Słońce już zachodziło, więc udałem się na nocleg do Rapid City. To znaczyyyy… miałem się udać, ale nie można było skontaktować się z moim couchsurfingowym hostem. I cóż miałem zrobić – nie przejmując się zbytnio, przespałem się w samochodzie przed tak bliskim, ale nieosiągalnym domem. Poranna kawa u właściciela wynagrodziła mi te niedogodności. Okazało się, że odłożył gdzieś komórkę, zapomniał o terminie, a dzwonek w domu jest zepsuty. Kumulacja pecha, ale dla podróżującej Kozy zaledwie drobna niedogodność.
Kierunek: Yellowstone.


Najnowsze komentarze